27.03.2014

Rozdział dziewiąty- 'Moja miłość, moje szczęście'

Dla Milagros,mam cichą nadzieje, że Ci się spodoba. :) 

Tyśka, zadedykowałam bym ci go znowu, ale tak trzeci pod rząd? XD Nie mniej jednak wątpliwości, że to dzięki Tobie pojawił się tutaj tak szybko. I to Twoja zasługa, że stało się to, co się stało więc chciałabym Ci za to serdecznie podziękować. Miło mieć słońce tak blisko siebie. 
 Może to jednak jest dedykacja? <333333333333 

         
           Życie to...
        Jak mamy je określić, skoro każdy ma jego swoją definicje, prawda? Staramy się funkcjonować jak reszta społeczeństwa, mając nadzieje, że nie wyróżniamy się z tłumu. Nie chcemy żeby wytykali nas palcami; nazywali dziwakami. Aż w końcu wszyscy stają się jedną, wielką,  szarą masą. Zero charakteru, zero oryginalności. Wszyscy idą w jednym kierunku, widząc tylko czubek swojego nosa. Rzeka płynie spokojnym nurtem, zabierając niczego nieświadome ofiary, które tracą własną osobowość. Topią się, kiedy wpadną zbyt głęboko, kiedy zatracą siebie  już całkowicie. Wtedy stają się dokładnie tacy sami. Ale co w tym złego? Kto teraz chciałby być inny? Do wystąpienia przed szereg potrzebna jest odwaga. Komu jej nie brakuje?
        Teraz spróbujmy ubrać w słowa szczęście i miłość. 
       

        Moja miłość teraz uroczo je śniadanie i promienie się do mnie uśmiecha, a szczęście wygląda tak jak ona czyli jest najpiękniejsze na świecie.
     -Pojedźmy w góry-to nie był pytanie. Oznajmił to po prostu, patrząc z uśmiechem na jedzącą naleśniki Violettę.-Wyjeżdżamy dziś wieczorem. 
        Za to moje szczęście ma brązowe włosy, głębokie oczy i pełen uwielbienia uśmiech. Natomiast miłość, to bijące dla niego serce, które jest schowane głęboko na dnie mojej duszy, kiedy nie ma go w pobliżu. 
          Adrian wesoło podskoczył na krześle i rozpoczął wędrówkę od cioci do wujka, przytulając się do nich najmocniej jak potrafił. Podobało mu się jak Violetta działała na szatyna. Dzięki niej, twarz Leona rozpogodziła się i mały nie widział już nad nim ciemnych chmur. Dawno nie zauważył, żeby bratu jego mamy przez tak długi czas iskrzyły z radości oczy. Chłopczyk szybko podniósł do góry rękę wuja pisnął z przerażenia. 
         -Moja bajka juś leci!-popędził, jak dało się najszybciej, do sąsiedniego pokoju. A oni? Wciąż nie ruszyli się z miejsc, chłonąc widok swojego szczęścia.

Layout by Yassmine